Top 8 niebezpiecznych beauty hacks z Instagrama i Youtuba

Fot. Imaxtree

W sieci roi się od urodowych trików. Czasem aż trudno powstrzymać się, by wszystkich nie przetestować na sobie, zwłaszcza gdy w wyobraźni pojawia się wizja spektakularnych efektów „od ręki”. Warto jednak wiedzieć, które pomysły omijać szerokim łukiem i czym je zastąpić. Postanowiłam sprawdzić, co w trawie piszczy i zanurzyć się w różnorodność modnych w social mediach „domowych” beauty hacks.

Wśród wielu ciekawych, inspirujących trików, znalazłam też takie, które mnie przeraziły. Pomysły, które laikowi wydają się łatwe i skuteczne, jeżą włos na głowie profesjonalistów, a kreatywność osób prezentujących te patenty jest równa ich lekkomyślności.

Tak stworzyłam listę top 8 niebezpiecznych dla naszej skóry i oczu beauty trików. Nasza ekspertka, dermatolog dr. Ivana Stanković z Kliniki Dermea, wyjaśni Wam, dlaczego są szalone i dlaczego nie powinno się ich stosować.

Liner z flamastra

Vlogerki zachwalają tę metodę jako tani i trwały sposób na wykonanie kreski. Ponieważ pigment wżera się w skórę i nie schodzi do końca, łatwo powtórzyć kształt następnego dnia. No cóż… Mnie to nie przekonuje. 

Absolutnie odradzam! Skóra w okolicy oka to najwrażliwsze miejsce na twarzy, podatne na podrażnienia i szybkie uszkodzenia warstwy ochronnej naskórka, nie wspominając o reakcjach alergicznych. Flamaster to źródło alergenów i substancji drażniących (barwnik, zapach, utrwalacze). I nie tylko skóra w okolicy oka jest narażona na skutki uboczne. Działanie takie może doprowadzić do poważnych powikłań okulistycznych.

dr. Ivana Stanković

Jeśli nie macie wprawy i dopiero uczycie się robić kreski, spróbujcie wykonać je cieniem i mokrym pędzelkiem (woda, fixer). W ten sposób łatwo skorygujecie kształt, potem poprawcie go linerem i gotowe! Pamiętajcie, że trening czyni mistrza.

Rozjaśniająca maska pod oczy z pomidora, pasty do zębów i sody oczyszczonej

Na rynku dostępne jest całe morze świetnych kosmetyków, które polepszą jakość skóry pod oczami. Moim ulubionym jest Midnight Recovery Eye z Kiehl’s. Na noc możecie wklepać w okolicę oczu i powieki wit A+E, znajdziecie ją w formie kapsułek do łykania w każdej drogerii i aptece. Wystarczy przebić kapsułkę i gotowe.

Moja odpowiedź na powyższy „trend” jest bardzo podobna do tej powyżej. Przede wszystkim reakcje uczuleniowe oraz wypryski wynikające z uszkodzenia warstwy ochronnej oraz specyfiki budowy skóry w tej okolicy. Skóra jest tam bardzo cienka, pozbawiona gruczołów łojowych i w związku z tym bezbronna. To właśnie tam zaczynają się pierwsze objawy starzenia. Głównie w wyniku nieprawidłowej pielęgnacji. Bezsensowne podrażnianie nie pomoże. Po takiej „instagramowej” kuracji potrzebny będzie nie tylko dobry dermatolog czy kosmetolog, ale i okulista.

Zamiast eksperymentowania stawiałabym raczej na odpowiednie kosmetyki, przeznaczone do pielęgnacji okolicy oczu lub zabiegi z zakresu dermatologii estetycznej. Chociażby serię zabiegów mezoterapii z preparatami zawierającymi nawilżający kwas hialuronowy, zagęszczające aminokwasy i działające rozświetlająco antyoksydanty. Mezoterapię można przeplatać zabiegami z odpowiednią zawartością np. kwasu azelainowego, retinolu, czy witaminy C. Warto też pamiętać o tym, że długo utrzymujące się cienie pod oczami mogą być też objawem ogólnoustrojowych zaburzeń metabolicznych.

Utrwalanie makijażu lakierem do włosów

Makijaż pewnie wytrzyma dłużej, jednak nie polecam tego sposobu z dwóch powodów. Pierwszy, to oczywiście szkodliwość. Lakiery zawierają wiele substancji, które mogą podrażnić, uczulić lub spowodować uszkodzenie skóry. Począwszy od nabłyszczaczy, przez substancje zapachowe po środki konserwujące. Drugi powód to względy czysto estetyczne. Nawet najpiękniejszy skin finish pod warstwą takiego „utrwalacza” będzie wyglądał jak sucha skorupa. To odbierze makijażowi świeżości, nam doda lat, a skóra będzie pozbawiona blasku.

W wyniku działania lakieru do włosów na skórze twarzy dochodzi do niezwykle częstych reakcji alergicznych. Lakier do włosów może spowodować nie tylko widoczne zmiany skórne, ale także zapalenie czy alergiczny katar. Dodatkowo lakier taki działać może okluzyjnie i zatykająco na nasze gruczoły łojowe, co jest częstym powodem zaostrzenia lub wywołania trądziku.

Zamiast mnożyć ilość nakładanych warstw lepiej zadbajmy o dobrą pielęgnację. Jeśli bardzo chcecie dodatkowo przedłużyć żywotność makijażu, użyjcie do tego produktów dedykowanych. Wspaniale działa tu Prep + Prime Fix z Mac Cosmetics (to również doskonała baza) lub Lock it Make Up Setting Spray z KVD (produkt wegański).

Nić dentystyczna do pozbycia się zaskórników na nosie

Być może przeciąganie nicią sprawi, że mechanicznie usuniemy kilka wągrów i trochę martwego naskórka. Jednocześnie jednak rozprowadzimy bakterie na całej powierzchni nosa. Dodatkowo nacisk może doprowadzić do popękania drobnych naczyń krwionośnych.

Fatalny pomysł! Mechaniczne usuwanie zawartości gruczołów łojowych spowoduje tylko ich większą aktywność i w konsekwencji doprowadzi do szybkiego nawrotu i coraz większej ilości „wągrów” (zaskórników otwartych). Dodatkowo dochodzi tutaj do pozbycia się części naskórka i uszkodzenia bariery ochronnej i w związku z tym łatwego przenikania do skory szkodliwych substancji z zewnątrz (bakterii, wirusów, alergenów). Nici dentystyczne często nasączone są różnymi substancjami dezynfekującymi, antybakteryjnymi, zapachowymi, a to z kolei może być odpowiedzialne za reakcje kontaktowe na skórze.

Dezodorant jako baza pod makijaż

Według opisu pod filmikiem dezodorant ma zapewnić matowe wykończenie oraz działać antybakteryjnie i kojąco na skórę. Pamiętajmy jednak, że skóra twarzy jest inna niż ta pod pachami. Z punktu widzenia makijażystki mogę powiedzieć, że „zabetonowana” twarz nie wygląda świeżo. Po kilku godzinach z taką dezodorantową bazą podkład zacznie się kawalić i rolować, podkreślając zmarszczki mimiczne. A tego nie chcemy! Lepiej kilkakrotnie w ciągu dnia odsączyć sebum chusteczką lub bibułką matującą i omieść twarz delikatnym pudrem. Pamiętajcie, że odpowiednia pielęgnacja skóry na co dzień to najlepsza baza.

Przyznam, że słyszę o tym pierwszy raz i muszę przyznać, ze „pomysłowość” ludzi nie zna granic. To bardzo, bardzo zły pomysł. Dezodorant stosowany jest w określonym, znanym celu i przeznaczony jest na określona partię naszego ciała. Najczęściej tam, gdzie jest dużo gruczołów potowych, potu oraz bakterii. Stosowany na skórę twarzy prędzej czy później przyniesie tylko szkody: spowoduje lub nasili trądzik, spowoduje łojotokowe lub kontaktowe zapalenie skóry oraz reakcje alergiczne w obrębie oczu. Nigdy tego nie róbcie.

Lip glass plumper, czyli powiększanie ust przy pomocy kieliszka

Podobno należy zassać kieliszek na 20 sekund i powtórzyć to 5 razy. Usta mają pod wpływem ciśnienia spuchnąć i wyglądać na większe i pełniejsze. Nie próbowałam, ale nie polecam. W najlepszym wypadku w gratisie dostaniecie siniak wokół ust.

Siniak, obrzęk.. A co będzie, jeśli po 3-4 razie nie będziemy mogły ust wyciągnąć z kieliszka? Może się to skończyć nawet! interwencją chirurgiczną. Zamiast podejmowania ryzyka wizyty u chirurga polecałabym raczej dobrze dobraną pielęgnację ust, masaż twarzy (i okolicy ust) oraz zabiegi z zakresu dermatologii estetycznej. Mowa tu o nie tyle powiększaniu, co nawilżaniu (profesjonalny zabieg u lekarza) z użyciem kwasu hialuronowego, po którym usta będą pełniejsze, bardziej jędrne, bez efektu sztucznego powiększenia.

Jeśli pragniecie pełniejszych ust, wykorzystajcie bezpieczne triki makijażowe. Najprostszym jest rozjaśnienie środkowej części ust, można je też lekko musnąć glossem. Jeśli chcecie je powiększyć możecie zrobić to konturówką w tym samym odcieniu co szminka, ale pamiętajcie, żeby nie przekroczyć naturalnej linii ust więcej niż 0,5 mm, inaczej będą wyglądały na sztuczne i przerysowane.

Podgrzewanie zalotki

Zalotkę można podgrzać suszarką lub zapalniczką. Następnie podwijamy nią rzęsy jak zwykle. I faktycznie to działa, z tej metody korzystają również makijażyści. Jest tu jednak małe ALE…

Pamiętajcie o tym, że zalotka jest zrobiona z metalu i nagrzewa się bardzo szybko, a skóra powiek jest wyjątkowo delikatna i cienka. Zatem może się to skończyć bardzo szybkim i bolesnym oparzeniem skóry powiek, zniszczeniem rzęs, które odrastają bardzo, bardzo wolno lub po prostu wizytą na pogotowiu.

Dlatego, jeśli chcecie spróbować tej sztuczki sami w domu, pamiętajcie, że powinno to być co najwyżej jedno dmuchnięcie ciepłym powietrzem, tak by nie rozgrzać zalotki do zbyt dużej temperatury. Zapalniczkę zdecydowanie odradzam. Zbyt niebezpieczne w niewprawionych rękach. Podgrzaną zalotkę zawsze najpierw przytknijcie do nadgarstka i sprawdźcie czy nie parzy. Jeśli parzy – to znaczy, że oko też poparzy. Alternatywą może być lokówka do rzęs. Jest bezpieczna i nie uszkadza mechanicznie rzęs.

Rozczesywanie rzęs igłą

Jedyne, co nasuwa mi się na myśl, to pytanie: czy to na serio? Każdy wie, czym może się skończyć taki eksperyment. Pamiętam, że ten sposób rozczesywania rzęs był powszechny, kiedy chodziłam do liceum. Jedna z koleżanek wylądowała na ostrym dyżurze z igłą wbitą w oko. Całe szczęście nic nie uszkodziła. Dziwi mnie, że ktoś jeszcze to robi. Pomysł tyle ekstremalnie niebezpieczny, co niepotrzebny. Mamy dostęp do tylu wspaniałych tuszy, różnych spiralek, grzebyków i szczoteczek. Naprawdę dziewczyny – nie warto.

Ten pomysł mrozi krew w moich żyłach! Zdecydowanie odradzam zbliżanie jakiejkolwiek igły w okolice oczu. Kiedykolwiek. Grozi to po prostu utratą lub głębokiem uszkodzeniem wzroku.

DIY to świetna sprawa. Pamiętajcie jednak o tym, że warto najpierw poczytać i sprawdzić, czy dany trik jest bezpieczny dla naszego zdrowia. W razie wątpliwości warto też zasięgnąć porady kosmetologa czy dermatologa. Czasami po prostu lepiej jest nie ryzykować.

A może macie jakieś bezpieczne, przetestowane beauty triki i chcecie się nimi podzielić?

Najczęściej czytane

Polecane artykuły