Blushshadow, czyli moda na róż nie tylko na policzkach

Fot. Imaxtree

Świat beauty, niczym kosmos, nie ma granic, jest nieskończenie wielki i wciąż się rozszerza! Każdy nowy sezon przynosi kolejne odkrycia kosmetyczne i świeże inspiracje. Moja niesłabnąca fascynacja makijażem każe mi nieustannie śledzić pokazy mody, scrollować Instagrama i sprawdzać, co w trawie piszczy. Jeśli zdradzacie podobne objawy szaleństwa, z pewnością znacie już na pamięć mapę urodowych trendów i umiecie poruszać się między nimi z zamkniętymi oczami. Ale czy na pewno? Jeśli myślałyście, że nic nie jest w stanie Was zaskoczyć, nadchodzę ja – z blushadow na dłoni! Gorący trend w makijażu, lansowany na pokazach mody od dobrych kilku sezonów. Sprawdźcie, co to takiego!

Zlepek dwóch słów: blush (róż) oraz shadow (cień do powiek), oznacza tylko jedno – zapominamy o granicach!

Na wstępie muszę zaznaczyć, że ten sposób aplikacji produktów od zawsze jest znany makijażystom. Nie jest odkryciem i absolutną nowością, ale teraz ponownie wkroczył na salony, zatem moim przemiłym obowiązkiem jest dostarczyć Wam ten trend w telegraficznym skrócie.

Chodzi przede wszystkim o to, aby sięgając po róż do policzków przeciągnąć go wyżej i połączyć z cieniem do powiek, tworząc ramę dla twarzy, lub analogicznie – sięgając po cień do powiek, przeciągnąć go w stronę skroni i policzków. Równie dobrze można wykorzystać tylko jeden kosmetyk – ważny jest przede wszystkim kolor i technika aplkacji. Całość musi być płynna, idealnie rozblendowana i lekka – tylko wtedy taki makijaż będzie wyglądał świeżo i pięknie. Właściwie każdy odcień różu sprawdzi się świetnie, ale na początek najbezpieczniej jest sięgnąć po kolory pastelowe, bardziej delikatne. Efekt, jaki uzyskamy, może stać się głównym punktem makijażu. Blushshadow najpiękniej prezentowały Emila Clarke na Met Gala w 2018 roku oraz modelki na wybiegach u projektantów Yudashkin, Marras i Genny w sezonie wiosna/lato 2019.

Fot. @redcarpetman

Makijażystka Aga Wilk podpowiada, jak zrobić makijaż w stylu Blushadow.

„Do wykonania tego makijażu będziecie potrzebowały puchatego pędzelka średniej wielkości oraz różu lub cienia do powiek. Kolor i rodzaj wykończenia nie ma znaczenia. Zabawa z makijażem nie zna granic. Jeśli wolicie bardziej klasyczne i zachowawcze makijaże, sięgnijcie po delikatny odcień różu, koralu czy moreli. Dla tych odważniejszych i lubiących wyraźne kolory proponuję neonowy róż, pomarańcz lub intensywną fuksję. Fanki totalnego szaleństwa mogą sięgnąć po cienie w kolorze żółtym czy fioletowym! Wykończenie może być matowe, holo lub świetliste.

Przy tego typu makijażu, warto pamiętać, żeby skóra była lekka, naturalna i delikatnie rozświetlona. Brwi wystarczy, że przeczeszecie i utrwalicie koloryzującym lub bezbarwnym żelem do brwi. Mała podpowiedź dla fanek i fanów makijaży edytorialowych. Róż na powiece i policzkach świetnie koresponduje z czerwienią na ustach. Przy lżejszej wersji wystarczy balsam, błyszczyk lub naturalny tint do ust.

Najważniejsze, by cień lub róż był dobrze zblendowany, tak by nie było widocznej jego granicy. Pomocny trik na uniknięcie plam przy tego typu makijażu: Zanim dotkniesz pędzlem różu delikatnie zanurz go w pudrze.”

Najczęściej czytane

Polecane artykuły