5 sposobów na lepiej nawilżoną skórę

nawilżanie

Na wpół obudzona sięgnęłam po darmową gazetę przy wejściu do londyńskiego metra. Miała to być zwykła, codzienna prasówka, którą normalnie przechodzę bez większych emocji (jak widać, można się przyzwyczaić do ciągłych wieści o Brexicie), ale tym razem było inaczej. „Czy NAPRAWDĘ potrafisz utrzymać dobre nawilżenie swojej skóry?” – znienacka zaatakował mnie nagłówek z reklamy ultradrogiego kremu nawilżającego na pierwszej stronie. Od razu skoczyło mi ciśnienie. Jak to?! Ja nie potrafię, ja nie dam rady? Czy myślicie, że tylko krem za miliony monet może dobrze nawilżyć skórę? Wyzwanie rzucone. Rękawica podjęta. 

Skóra dobrze nawilżona, czyli jaka?

Żeby móc zmierzyć się z tym wyzwaniem, potrzebowałam najpierw ustalić, co to znaczy „dobre” nawilżenie skóry. Samo to określenie wydawało mi się na początku dość enigmatyczne. Szybki research w Internecie i już wiem: o tej porze roku zalecany poziom nawilżenia skóry to około 50-60%. Wspaniale, tylko jak mam przełożyć moje subiektywne odczucie na liczby? Tutaj znów pomógł wujek Google i kilka chwil później Digital Skin Moisture Analyzer powędrował do mojego koszyka na amazon.com. Wystarczył jeden dzień i już miałam go w ręku. Mały, biały przyrząd z cyfrowym wyświetlaczem, przypominający nieco nowoczesny termometr. Szybko przejrzałam instrukcję obsługi i wreszcie przyszedł czas na chwilę prawdy. Przyłożyłam metalową końcówkę do świeżo umytej skóry i w napięciu czekałam na to, co pokaże wyświetlacz. Serce szybciej mi zabiło (przez chwilę czułam emocje, które towarzyszą chyba jeszcze tylko oczekiwaniu na wynik testu ciążowego) i jest: mój wynik… albo wyrok, zależy jak na to spojrzeć. 36%. Średnio, ale pocieszyłam się, że przecież ledwie skończyła się zima, mam genetycznie bardzo suchą skórę, a do tego jestem jeszcze przed moją poranną pielęgnacją.

Tak rozpoczął się mój okres codziennego mierzenia poziomu nawilżenia skóry, o różnych porach dnia. Raz było lepiej, raz gorzej, ale ciągle próbowałam ustalić skuteczny program pielęgnacyjny, który pozwoli mi uzyskać dobry wynik nie tylko chwilę po nałożeniu pielęgnacji, ale także w ciagu dnia, wieczorem i zaraz po przebudzeniu.

Oto 5 rzeczy, które pomagają mi w mierzeniu się z Digital Skin Moisture Analyzer’em:

Picie dużej ilości wody

W zimie picie 2 litrów wody dziennie przychodzi mi z trudem (kawa z cynamonem i bitą śmietaną zdecydowanie lepiej wchodzi), ale wraz z nadejściem cieplejszych dni sytuacja ulega poprawie. Staram się więc trzymać formę i pić szklankę wody co godzinę. Dyscyplinę wspomaga aplikacja na telefon, która przypomina mi o kolejnej dawce, wyświetlając co godzinę obrazek z usychającą roślinką. Działa na wyobraźnię.

Layering czyli „ubieranie” skóry na cebulkę

Ta azjatycka zasada pielęgnacji polega na aplikowaniu na skórę kilku warstw produktów, różniących się właściwościami i konsystencją, dzięki czemu uzyskujemy maksymalne efekty. Najważniejsze, aby pamiętać o kolejności: tonik, esencja, serum, lotion, krem nawilżający, krem z filtrem (na dzień) lub olejek (na noc). Bohaterami nawodnienia skóry są humektanty, czyli substancje wiążące wodę w skórze. Jedną z nich jest kwas hialuronowy, którego jedna cząsteczka ma moc związania do 250 cząsteczek wody. Po zastosowaniu humektantów trzeba pamiętać o zaaplikowaniu warstwy okluzyjnej (otulającej skórę), która zabezpieczy wodę przed wyparowaniem. Do tego celu warto zastosować krem o nieco bogatszej konsystencji lub olejek jako ostatnią warstwę layeringu.

Maseczki – moja miłość

Nic tak nie poprawia mojego porannego wyniku pomiaru nawilżenia w skórze jak noc spędzona w towarzystwie maseczki typu sleeping mask. Aplikuję wieczorem, a rano budzę się z totalnie szczęśliwą skórą. Jeśli nie jesteś fanką całonocnych maseczek, polecam maski w płacie (lub „w płachcie”) które również mają świetne działanie nawilżające.

Choose cool

Nawilżenie nie lubi ciepła, więc myję twarz chłodną wodą (powoli ochładzam też temperaturę prysznica, ale tutaj przyznaję, że idzie mi trochę opornie), przykręciłam też na noc kaloryfery, choć wiosenne noce też bywają chłodne. Gorąca woda narusza warstwę hydrolipidową naskórka, przez co ze skóry ucieka nawilżenie, a przebywanie w ciepłym i suchym powietrzu wzmaga parowanie wody ze skóry. Klimatyzacja to również wróg nawilżonej, pięknej skóry, więc w miarę możliwości unikam jej jak ognia.

Ratunek w spray’u

Po piąte, nie ruszam się z domu bez mgiełki nawilżającej. Kiedy czuję w ciagu dnia, że poziom nawilżenia spada na autopilocie, sięgam po różnego typu spray’e. Woda różana, wody termalne, hydrolaty – to moi przyjaciele. Żeby ulubione mgiełki mieć zawsze pod ręką, przelewam je do mniejszych opakowań z atomizerem i wrzucam do torebki.

Digital Skin Moisture Analyzer wciąż dumnie stoi na półce w mojej łazience, a ja sięgam po niego z coraz większym spokojem i pewnością, że już mnie nie zawstydzą cyferki na jego wyswietlaczu.

Najczęściej czytane

Polecane artykuły